Co pomoże ci się tego nauczyć?

Co pomoże ci się tego nauczyć?

Czy to zawsze nauczyciel musi planować aktywności na lekcję? A gdyby tak zapytać uczniów, co pomoże im się tego nauczyć? Ze wsparciem nauczyciela nawet maluchy potrafią na to pytanie odpowiedzieć. Są wtedy bardziej świadome procesu nauki, z czasem też lepiej poznają siebie i własne style uczenia się. Dzięki temu będą lepiej się uczyć, a jednocześnie będą mieć motywację do działania - przecież będą realizować własne pomysły. 


Przykład

Kiedy na zajęciach języka nagielskiego w "zerówce" powiedziałam dzieciom, że przez najbliższe kilka lekcji będziemy uczyć się o pomieszczeniach w domu zapytałam: "Jak myślicie, co pomoże Wam się tego nauczyć?" Od razu padło kilka propozycji: wierszyk, piosenka, przedstawienie o domu. Zrealizowaliśmy wszystkie 3 propozycje. Przy przedstawieniu zasugerowałam dzieciom, że będzie nam trudno w czasie krótkich lekcji (30 min) zrobić "dużą" scenografię, więc może zrobimy przedstawienie kukiełkowe. Bardzo im się ten pomysł spodobał. Przez następne 2 tygodnie razem uczyliśmy się wierszyka, robiliśmy kukiełki i scenografię, a w międzyczasie robiliśmy zabawy ruchowe do piosenki o domu. Wszystkie dzieci były zaangażowane. Na koniec poświęciliśmy 2 lekcje na próby - na naukę angielskich zdań, które będą wypowiadać nasi bohaterowie. Efekt? Proszę bardzo:


Podobnie można zadziałać z uczniami starszymi. Próbowałam z uczniami klasy 4 i 5, dawniej z klasą 8 w maju, kiedy byli już po egzaminie ósmoklasisty i sami zaproponowali, aby zrealizować projekt międzynarodowy (swoją drogą był to jeden z lepszych projektów, jakie realizowali moi uczniowie).

Teraz często zadaję to magiczne pytanie pierwszakom - zarówno na lekcjach języka angielskiego, jak i edukacji wczesnoszkolnej. Aby zebrać ich pomysły w jednym miejscu korzystamy z karteczek sticky notes, ale elektronicznych, gdyż są edytowalne, lepiej widoczne i bardziej ekologiczne. My najbardziej lubime te w genially (wersja reusable):


Uczniowie podają swoje pomysły, ja wpisuję je na bieżąco w czasie lekcji, potem w grupach dyskutują, który pomysł jest najlepszy i głosujemy. W efekcie już pierwszaki znają różne metody nauki, a kiedy pada nowe, trudne słowo, od razu kilka osób mówi: "Zrobię sobie fiszkę, żeby nie zapomnieć". Nie boję się, że wybiorą pomysł, który trudno nam będzie zrealizować - w razie potrzeby dołączam do dyskusji grupowych i jestem w stanie ukierunkować uczniów. Dzięki takiemu podejściu moi uczniowie są zaangażowani, samodzielni, potrafią się uczyć i dużo potrafią. A ja najbardziej lubię te momenty odczucia satysfakcji, kiedy uczeń nie może powstrzymać swoich emocji i krzyczy "Już wiem!" albo "Już rozumiem!"
 

Pytania na początek nowego działu

Pytania na początek nowego działu

Świetną okazją do zaangażowanie uczniów w podejmowanie decyzji o edukacji jest początek nowego działu. Proponuję, aby na pierwszej lekcji (albo nawet na ostatniej poprzedniego działu) pozwolić uczniom przejrzeć materiał i zastanowić się, co ich interesuje. Mogą to zrobić indywidualnie i zapisać sobie własne pytania w zeszycie, a potem w trakcie omawiania działu pilnować, na które pytania mogą już odpowiedzieć. To samo można wykonać w parach albo małych grupach - wtedy ustalają wspólne pytania na grupę. 


Ja lubię wykorzystac do tego TIK - jest to dla uczniów bardziej atrakcyjne, a ja mam dostęp do ich pytań i mogę na bieżąco czuwać, aby dobrany materiał pozwolił uczniom znaleźć odpowiedzi na ich pytania. Świetnie nadają się do tego chmury wyrazowe. O ich tworzeniu pisałam tutaj

Jak je wykorzystać do planowania pracy w dziale? Można to zrobić na kilka sposobów: 

  • każda grupa tworzy własną chmurę myśli z pytaniami lub zagadnieniami, o których chcieliby się dowiedzieć;
  • uczniowie tworza wspólną chmurę w mentimeter - wtedy musimy określić, ile pytań może zadać każda grupa (instrukcja wykorzystania mentimeter tutaj);
  • jeśli nie mamy możliwości skorzystania z komputerów lub tabletów, uczniowie siedzą przed monitorem/tablicą i podają swoje pytania, a nauczyciel zapisuje je i tworzy z nich chmurę (dobierając kształt i kolory według pomysłu dzieci - to jest ich chmura!).

Gotowe chmury można potem wydrukować, albo zebrać w jednym miejscu (w Notesie zajęć, na blogu, w Genially, na Wakelet albo na Padlecie itd.) i wracać do nich co jakiś czas aby sprawdzić, co udało się już zrealizować. Można też zamienić je na kod QR, wydrukować i powiesić gdzieś w sali albo rozdać uczniom - mogą w każdej chwili zeskanować kod i przypomnieć sobie, co wpisali.

Rolą nauczyciela jest dobieranie omawianego materiału w taki sposób, aby umożliwić uczniom znalezienie odpowiedzi na ich pytania. Pamiętajmy, że podstawa programowa zostawia przestrzeń do doboru treści, gdyż określa tylko główne zagadnienia, które uczniowie powinni umieć. Takie podejście wymusza odejście od podręcznika - niekoniecznie całkowicie, ale przynajmniej częściowo. Można też zaplanować 1-2 lekcje na koniec działu, kiedy uczniowie podsumują, na które pytania mają już odpowiedź oraz spróbują sami poszukać odpowiedzi na pozostałe pytania - nauczyciel zapewni im materiały i podpowie, gdzie szukać. 

Czy to się sprawdza? Z moimi uczniami tak. Nawet pierwszaki potrafią wypisać, co ich interesuje i stworzyć z tego chmurę wyrazową. Kiedy zaczynaliśmy dział "Przyroda i technika wokół mnie" poprosiłam dzieci o wypisanie, o czym chcieliby się podczas najbliższych tygodni dowiedzieć. Powstały takie chmury, które mamy na blogu klasowym i wracaliśmy do nich co jakiś czas:









Uczniowie mają głos

Uczniowie mają głos

Wielokrotnie już pisałam o tym, że uczniowie powinni być angażowani w podejmowanie decyzji w szkole, a przynajmniej w klasie. Biorą wtedy na siebie część odpowiedzialności za proces edukacji, są bardziej świadomi i zmotywowani, rozwijają kompetencje miękkie. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nie jest łatwe - typowa szkoła stawia uczniów raczej w pozycji biernego odbiorcy tego, co przygotuje nauczyciel: uczeń dostaje temat lub cel lekcji, materiały, konkretne zadania, termin, na kiedy ma się nauczyć i tyle. 


Starajmy się to zmieniać, drobnymi krokami, aby nie przerazić uczniów. Czasami wystarczy odrobinę zmodyfikować swój styl prowadzenia lekcji, a już może się dużo wydarzyć. Postaram się w kolejnych postach pokazać Wam moje pomysły (sprawdzone, gdyż pracuję w ten sposób ze wszystkimi klasami). Poniżej kilka wskazówek, od czego zacząć:


Pierwszy dzień w szkole

Pierwszy dzień w szkole

Dużo rozmawiamy teraz o tym, na co zwrócić uwagę przy planowaniu zajęć dla uczniów, którzy po kilku miesiącach nauki zdalnej wrócą do szkoły. Oczywiste jest, że nie będziemy testować, czego nauczyli się podczas lekcji online. Wszyscy trąbią o relacjach i integrowaniu zespołu klasowego - i mają rację. Ale czy to znaczy, że pierwszego dnia w szkole na każdej lekcji uczeń będzie musiał rozmawiać o tym, co czuje, co mu się podobało/nie podobało w edukacji zdalnej, czego się obawia, czego oczekuje oraz bawić się w gry zespołowe?


Już widzę moich uczniów na trzeciej lub czwartej takiej lekcji pod rząd: znudzeni, zrezygnowani, odliczający czas do powrotu do domu... A może zajęcia o relacjach i emocjach zostawmy wychowawcy? Byłoby idealnie, gdyby udało się tak dostosować plan lekcji, aby pierwsza lekcja każdej klasy odbyła się z wychowawcą. A może nawet 2 lekcje... A potem przejdźmy do konkretów, niech uczniowie tego dnia wyjdą ze szkoły przekonani, że edukacja stacjonarna ma sens i nie służy tylko zabawie; że nauczyli się czegoś nowego; że miło spędzili dzień i chcą wrócić do tego miejsca jutro. Nie znaczy to, że mamy wrócić do tradycyjnych lekcji takich, jak sprzed pandemii! To co mamy zrobić???

Dzień projektowy

Ideałem byłoby, gdyby wszyscy nauczyciele z danej szkoły dogadali się i zaplanowali ten dzień wspólnie. Wiemy jaką szkołę znają uczniowie - pokażmy im, że można inaczej. Jeśli szkolne procedury na to pozwalają, pozwólmy uczniom mieszać się między klasami. Kilka dni wcześniej zaproponujmy tematy projektów (porozmawiajmy z uczniami o ich zainteresowaniach, niech tematy wypłyną od nich). Dajmy każdemu czas na przemyślenie i podjęcie decyzji, który projekt chciałby realizować. Nie ograniczałabym uczniów wiekowo - jeśli do tego samego projektu zapiszą się uczniowie z 4 i 8 klasy tym lepiej - na pewno każdy z nich wniesie coś innego do projektu. 

Jeśli dzieci nie będą mogły mieszać się między klasami, możemy zadziałać podobnie w ramach klasy - uczniowie dzielą się na grupy i przez kilka lekcji realizują wybrany przez siebie projekt. 

Spróbujmy tak zaplanować projekty, aby uczniowie mogli wykorzystać do ich realizacji wiedzę zdobytą w ciągu całego roku szkolnego. Miłośnicy historii mogą zaprojektować pojazd do podróży w czasie, przenieść się do dowolnie wybranej epoki i przedstawić, co tam zobaczyli (mogą wykonać o tym prezentację, opisać swoją przygodę w przeszłości albo napisać scenariusz i odegrać scenkę). Zainteresowani językami obcymi mogą przebrać się za wybranych celebrytów z danego państwa, napisać scenariusz i odegrać scenkę, w której rozmawiają w języku obcym. Zakochani w tańcu mogą przygotować choreografię, w której uwzględnią elementy ludowe z danego regionu Polski. Podróżników poprośmy o zaplanowanie wycieczki krajoznawczej dla całej klasy: określmy kryteria (zakres cenowy, czas trwania), a uczniowie niech wyszukają interesujące miejsca, poszukają noclegu, sporządzą konkretny plan i kosztorys. Być może po pandemii uda się taką wycieczkę wcielić w życie? Uczniów o rozwiniętych kompetencjach obywatelskich zaprośmy do stworzenia projektu szkoły idealnej - niech zaprojektują budynek i jego otoczenie, niech wymyślą przedmioty, których będą się uczyć uczniowie, opiszą, w jaki sposób taka szkoła może być zarządzana, jakie metody pracy zostaną wykorzystane itd. To może nam bardzo dużo powiedzieć o oczekiwaniach i potrzebach dzieci i pomoże w miarę możliwości dostosować do tego proces nauczania. Miłośnicy przyrody mogą wybrać się na wycieczkę do pobliskiego lasu czy nad rzekę, aby zbadać i opisać zwierzęta lub rośliny tam występujące, a potem - po powrocie do budynku szkoły - stworzyć broszurę informacyjną zachęcającą mieszkańców do odwiedzania tego miejsca oraz instruującą ich, jak zachowywać się, aby nie szkodzić przyrodzie. Młodzi architekci mogą zbudować z klocków dostępnych w szkole (lub przyniesionych z domu) szkielet człowieka / pokój eksperymentów / centrum nauki / jakiś zabytek itp. Pod koniec dnia, albo następnego dnia rano, zaplanujmy czas na prezentację efektów pracy projektowej - choćby miało to być wspólne oglądanie nagrań wrzuconych na stronę szkoły (zakładam, że zgromadzenie wszystkich uczniów w jednym miejscu i podsumowanie projektów na żywo nie będzie możliwe z racji pandemii). 

To zaledwie kilka pomysłów, które mogą być punktem wyjścia do kolejnych, dostosowanych do konkretnej szkoły czy grupy uczniów. Jestem pewna, że pracując w zespołach nauczycielskich stworzymy wiele ciekawych propozycji projektów. A jeśli w naszej szkole nie da się współpracować i ustalić czegoś razem?

Atrakcyjne utrwalenie materiału

Jeśli jesteśmy zmuszeni działać samodzielnie w ramach naszego przedmiotu proponuję zająć się utrwalaniem tego, czego uczyliśmy się w ciągu całego roku szkolnego, ale bez książki i zeszytu. Do integracji klasy przyda się praca w grupach, najlepiej tak, aby uczniowie sami dobrali się w grupy (pierwszego dnia zależy nam na dobrej atmosferze pracy; pamiętajmy, że podczas edukacji zdalnej mogły wystąpić pewne podziały między uczniami). Dobrze zaplanowane zadanie pozwoli uczniom uczyć się razem w atrakcyjny sposób, a nam zaobserwować, co potrafią i jak się zachowują.

Nie rezygnujmy zupełnie z elektroniki - jest taka pokusa, aby odciąć się od ekranów sprzętu elektroniczengo, skoro tyle czasu spędziliśmy przed nimi do tej pory. Weźmy jednak pod uwagę, że elektronika i internet są obecnie stałym elementem życia, także dla uczniów. Odcięcie się od internetu jest sztuczne, wybija z codziennego rytmu i sprawia, że szkoła wydaje się przestarzała. Po miesiącach edukacji zdalnej uczniowie o wiele łatwiej i szybciej znajdą potrzebne informacje w sieci niż w podręczniku. Nie utrudniajmy im życia zwłaszcza, że umiejętność wyszukiwania i analizowania informacji jest jedną z kompetencji XXI wieku. 



Zadania, jakie zaproponujemy uczniom, zależą od nauczanego przedmiotu. Na lekcjach języka obcego wykorzystajmy zdjęcia. W zależności od tego, jaki materiał przerabialiśmy, możemy podać uczniom taką instrukcję, aby musieli wykorzystać dane zagadnienie, np. czas przeszły (opisać, co wydarzyło się zanim to zdjęcie zostało zrobione) lub stopniowanie przymiotników (wyrazić swoją opinię na temat miejsc przedstawionych na zdjęciach). Na matematyce możemy zagrać w grę "trzy w rzędzie" albo "kółko i krzyżyk", a na planszy na poszczególnych polach umieścić działania zgodne z tym, czego się uczyliśmy. Uczniowie wybierają pole, na którym chcą postawić pionek i obliczają wynik - jeśli obliczą prawidłowo, mogą zająć dane pole. Na przyrodzie również możemy wykorzystać zdjęcia różnych organizmów albo części organizmu i poprosić uczniów o zbadanie, co to jest i jakie pełni funkcje. Ciekawe może być też postawienie zaskakującej hipotezy, którą uczniowie będą mieli sprawdzić, np. "Człowiek byłby zdrowszy, gdybyśmy wyeliminowali ze świata grzyby". Na historii pokażmy uczniom obraz mało znanego artysty, na którym przedstawieni są ludzie z epoki, którą omawialiśmy w tym roku szkolnym. Poprośmy uczniów o zbadanie, która to epoka oraz kto to może być. Inną propozycją jest wybranie postaci historycznej i poproszenie uczniów o stworzenie profilu na Instagrama dla tej osoby. Na każdym przedmiocie sprawdzą się gry planszowe czy online z pytaniami dotyczącymi wiedzy. 

Lekcję na każdym przedmiocie da się zaplanować tak, aby pozwalała uczniom powtórzyć i utrwalić materiał, a jednocześnie była dla nich atrakcyjna. Jestem przekonana, że każdy nauczyciel może zaproponować wiele takich zadań. Zachęcam do dzielenia się pomysłami - każdy pomysł może być dla innych inspiracją. 

Mała duża zmiana

Mała duża zmiana

Tytuł może brzmieć dziwnie, ale to szczera prawda - czasami drobna modyfikacja może bardzo dużo zmienić. Łatwo popaść w rutynę, również w zawodzie nauczyciela. Dlatego zachęcam do tego, aby od czasu do czasu przeanalizować te aktywności, które są stałym elementem naszych zajęć i spróbować je nieco przerobić - niewiele, aby nie straciły swojej funkcjonalności, ale aby wprowadzić nieco urozmaicenia.  


Przykłady? Opiszę te, które udało mi się wprowadzić ostatnio.

Dyktando


Zamiast stać na środku sali i dyktować uczniom wcześniej przygotowany tekst, co jest nudne i źle się dzieciom kojarzy, proponuję zrobić dyktando w parach. Przygotowujemy 2 teksty główne - o podobnej treści, ale jednak z różnymi wyrazami. W mojej klasie uczniowie są bardzo zróżnicowani pod względem poziomów umiejętności, więc z każdego tekstu głównego robię jeszcze 2 kolejne - trudniejszy i łatwiejszy, aby każdy dostał tekst na swoje możliwości. Dla mojej wygody drukuję teksty na kolorowych kartkach, aby łatwiej mi było rozdawać uczniom właściwe kartki - jeden tekst (i jego obie wariacje) na 1 kolorze, a drugi tekst - na innym. Potem jak para uczniów oznajmi mi, że skończyła, pytam, który mieli wcześniej tekst i daję im ten drugi. 

Najlepiej, jeśli tekst będzie związany z tematyką omawianą na lekcjach w danym czasie. Np.
Tekst 1 i jego wariacje:



Tekst 2 i jego wariacje:




Uczniowie pracują w parach. Jedna osoba dostaje tekst nr 1 i dyktuje drugiej. Potem sprawdza napisany tekst zgodnie z wydrukowanym tekstem. Następnie uczniowie zmieniają się - drugi dostaje tekst nr 2 i dyktuje pierwszemu, a potem sprawdza. W ten sposób każdy pracuje w swoim tempie i z tekstem dostosowanym do swoich możliwości. Uczniowie wcielają się w rolę nauczyciela, więc bardzo im się to podoba. 

Niektórzy wprowadzają dodatkową modyfikację - biegające dyktando, w którym uczniowie dyktujący nie trzymają kartki w ręku, tylko muszą co chwilę podbiegać do tekstu zamieszczonego w drugim końcu korytarza, zapamiętać fragment, wrócić do partnera i podyktować mu z pamięci. Ja jednak nie lubię tej wersji, gdyż jest w niej zdecydowanie więcej zabawy, a mniej nauki - na zajęciach jest bardzo głośno, jest zamieszanie, dzieciom trudno jest zapamiętać dyktowany tekst, powstaje więcej błędów i całe zadanie trwa o wiele dłużej. Wierzę jednak, że są klasy, w których biegające dyktando się sprawdza.

Układanie zdań 


Jest to kolejny stały punkt lekcji w edukacji wczesnoszkolnej, zwłaszcza w klasie 1, ale potem również przy nauce gramatyki układa się zdania z poznawanymi częściami mowy. Zwykle proponujemy dzieciom układanie zdań na konkretny temat albo z określonymi słowami. Czasami używa się kostek opowieści. 

A gdyby tak układać zdania, w których wszystkie wyrazy zaczynają się na tą samą literę? Można wylosować literkę, a potem dzieci w grupach będą układać zdania z dowolną liczbą wyrazów (aby dzieci o różnych możliwościach dały sobie radę), ale wszystkie wyrazy będą zaczynały się na tą samą literę.  Np. jeśli wylosujemy literę G zdanie może być takie: "Grześ gotuje garnek grochu". Dla maluchów można dopuścić wykorzystywanie dowolnych spójników i przyimków: "Grześ gotuje groch w garnku". Cel mamy osiągnięty, a jednocześnie dzieci dobrze się bawią, czasami korzystają ze słowników i współpracują (takie zadanie zwykle daję dla par lub grup). 

Zadania z treścią


Na edukacji matematycznej rozwiązywanie zadań z treścią to standard. Drobna zmiana i tutaj może sprawić, że dzieci chętnie zabiorą się za rozwiązywanie zaproponowanych im zadań. A gdyby tak przygotowując dla uczniów zadania pomieszać pytania? Jeśli na daną lekcję piszę 4 zadania, to układam ich treść, a potem wstawiam do zadania nr 1 pytanie z zadania nr 3, do zadania nr 2 pytanie z zadania nr 1 itd. Na początku nie mówię dzieciom, że coś jest pomieszane. Czytam i czekam na ich reakcję. Najpierw jest konsternacja, a potem ktoś mówi, że coś się nie zgadza. Wtedy podpowiadam, że trzeba sprawdzić, czy w pozostałych zadaniach wszystko jest w porządku. Po przeczytaniu wszystkich dzieci zwykle bez problemu potrafią połączyć pytania z właściwymi zadaniami. Po takim wstępie rozwiązywanie zadań jest o wiele przyjemniejsze.  

Przykładowy zestaw zadań:



Macie inne pomysły na urozmaicanie zadań? Podzielcie się w komentarzu - inspirujmy się wspólnie.
Polska z klocków

Polska z klocków

W okolicach świąt narodowych zwykle rozmawia się dużo o Polsce - o jej symbolach, poznaje się mapę, najwieksze miasta, parki narodowe, zabytki i obiekty przyrodnicze. Ponieważ moi pierwszoklasiści kochają budować z klocków (i mamy sporo różnych klocków w szkole), połączyłam naukę o Polsce z budowaniem z klocków. Wyszło rewelacyjnie. 


Całe zajęcia trwały w sumie 3 godziny lekcyjne. Zaczęliśmy od przyjrzenia się mapie Polski - skorzystaliśmy z materiałów w podręczniku. Były tam zaznaczone granice, największe miasta, rzeki, jeziora, była też legedna. Jednym z poleceń było pokolorowanie mapy zgodnie z legendą. Zadawałam dzieciom pytania typu: jaka rzeka przepływa przez Warszawę? Z iloma państwami graniczy Polska? Co znajduje się na północy, a co na południu? 

Następnie na monitorze interaktywnym wyświetliłam przygotowaną jakiś czas temu prezentację:


Wykonaliśmy zadania wspólnie, przy czym każde dziecko najpierw szukało rozwiązania samo, a potem sprawdzaliśmy razem. 

Po przerwie poprosiłam dzieci, aby podzieliły się na grupy: potrzebna była 1 grupa 5-osobowa oraz 5 grup 4-osobowych (biorąc pod uwagę liczbę dzieci obecnych tego dnia w szkole). Każda grupa miała zorganizować sobie przestrzeń do pracy - na podłodze lub zsuwając stoliki. Kto był gotowy, dostawał ode mnie tablet i wydrukowany kod QR do kolekcji Wakelet. Największa grupa miała w kolekcji fizyczną mapę Polski - ich zadaniem było zbudowanie mapy z klocków korbo. Chodziło o odzwierciedlenie kolorów: niziny, wyżyny, góry, morze, rzeki, ewentualnie jeziora. 

Pozostałe grupy miały kolekcje o różnych miastach - krótki opis i kilka zdjęć najbardziej znanych zabytków (nie pokażę ich tutaj, gdyż korzystałam ze zdjęć dostępnych w internecie na użytek edukacyjny, bez podawania źródeł). Każda grupa skanowała kod, przeglądała kolekcję i miała wybrać klocki, z których będą budować symbol danego miasta. Wybrałam Warszawę, Kraków, Gdańsk, Poznań i Wrocław. Grupa krakowska zdecydowała się budować dzwon Zygmunt z klocków korbo - dzwon miał serce, które się ruszało! Pozostałe grupy budowały z klocków lego: kamienice na rynku w Poznaniu i koziołki poznańskie; Halę Stulecia i Afrykarium z Wrocławia, Złotą Bramę z Gdańska oraz Syrenkę Warszawską. 

Muszę przyznać, że inwencja dzieci przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Kolejny raz przekonałam się, że kreatywność dzieci jest o wiele większa niż moja. Planując zadanie zastanawiałam się, czy pierwszaki dadzą radę. Okazało się, że nawet na chwilę nie zwątpiły w swoje umiejętności. 

Na koniec każda grupa pokazała swoją budowlę, opowiedziała krótko o tym, czego dowiedziała się o danych mieście, i umieściła symbol we właściwym miejscu na mapie z klocków korbo. Niestety, tak zajęłam się podziwianiem eksponatów, że zapomniałam zrobić zdjęcia...

Po przerwie zgromadziłam dzieci w kole i przeprowadziliśmy ewaluację - co im się podobalo w takiej pracy, czy mieli jakieś problemy, jak je rozwiązali. Problemy się pojawiały, np. w grupie od mapy brakowało zielonych klocków, ale dzieci wybrnęły z tego dając rzeki; w grupie wrocławskiej dziewczynki bardzo chciały zbudować krasnale, ale nie udało im się tego zrobić z klocków lego technic. Zmieniły więc plan i zbudowały budynki. 

Przez resztę lekcji rozwiązywaliśmy zadania z treścią - oczywiście, o tematyce związanej z Polską. 


Zajęcia były dla dzieci bardzo atrakcyjne. Jestem pewna, że sporo się nauczyli. Oczywiście, warto jeszcze powtórzyć zdobyte wiadomości w jakimś quizie, np. kahoot. 

Bardzo polecam zajęcia z klockami!


Po co mi blog?

Po co mi blog?

Czasami słyszę od znajomych: "Po co ci ten blog?" "Skąd masz na to czas?". Otóż mam czas, bo blog jest mi bardzo potrzebny. Do czego? 


Po pierwsze, pozwala mi uporządkować myśli. Dużo czytam o edukacji, poddaję refleksji swoją pracę, czasem czuję potrzebę wprowadzenia jakiejś zmiany. Wtedy dużo myślę, ale myśli są ulotne - zrobienie wpisu na blogu wymaga uporządkowania tego, co już wiem, czasami sprawdzenia nowych informacji, wyciągnięcia z tego wszystkiego sensu. Czasami po prostu jest to sposób na zapisanie jakiegoś pomysłu czy narzędzia na przyszłość.

Po drugie, mój mózg jest zaprojektowany na słowo pisane... Może brzmi to dziwnie, ale nie umiem oglądać filmów. Od lat nie obejrzałam żadnego filmu. Wiem, że sporo tracę, ale po prostu nie umiem - rozpraszam się po kilku minutach. Słowo pisane natomiast trafia do mnie bez żadnych zakłóceń. Dlatego też sama wolę pisać niż np. rozmawiać. Dawno temu marzyłam nawet o tym, aby zostać pisarką. Potem zmieniły mi się plany na życie, ale zamiłowanie do pisania zostało. Blog pozwala mi się zrealizować.

Po trzecie, dostaję sporo pozytywnych opinii na temat poszczególnych wpisów oraz całego bloga. Bardzo mnie to motywuje. Skoro są ludzie, którzy chcą to czytać, tym chętniej piszę. A jeśli przy okazji kogoś zainspiruję, tym większą mam satysfakcję. 

Po czwarte, zależy mi na poprawie jakości edukacji. Czasami wydaje mi się, że wymyśliłam coś wartościowego - chcę się tym podzielić z innymi. Przy takiej liczbie czytelników wiem, że mam wpływ. Ciągle się uczę, dużo czytam i myślę - jestem przekonana, że niektóre moje działania są warte naśladowania. Nie wszystkie - popełniam też błędy. I tu też przydaje się blog - czytelnicy szybko uświadamiają mi moje braki. Dzięki temu wiem, nad czym pracować. Najbardziej wartościowe dla mnie są te wpisy, które czytelnicy skomentują. Na blogu, niestety, komentują mało, ale na fb częściej.  

Po piąte, jestem indywidualistką i samotniczką. Pisanie bloga po prostu pasuje do mojego charakteru. Najbardziej lubię pisać późnym wieczorem, kiedy domownicy już śpią; lub wczesnym rankiem, kiedy jeszcze śpią. Mam wtedy ciszę, spokój i pełną swobodę wyrażenia myśli. Wierzę, że inni wolą nagrywać filmiki albo prowadzić rozmowy. Mi pasuje blog. 

Z posiadaniem czasu na pisanie bywa różnie, podobnie jak z pomysłami na wpisy. Bywa, że w ciągu tygodnia stworzę kilka wpisów, innym razem nie piszę nic przez 2 tygodnie. Być może jest to nieprofesjonalne, ale dla mnie ważny jest ten brak przymusu. Piszę, kiedy mam potrzebę. I czuję się spełniona. 

Podsumowując, pisanie bloga stało się elementem mojej pracy. Może i zabiera mi to czas, który mogłabym spędzić inaczej, ale każdy z nas ma wybór. Wielokrotnie też pozwoliło mi nawiązać ciekawe kontakty - zdarzało się, że ktoś odezwał się do mnie po przeczytaniu jakiegos wpisu. Prowadziliśmy wtedy inspirujące dyskusje, jak np. ta z Odsłuchem Społecznym:



Planowanie lekcji

Planowanie lekcji

Być może tym wpisem wsadzę kij w mrowisko, ale jestem zdecydowanie przeciwna scenariuszom lekcji. Wiem, że w niektórych szkołach dyrekcja nadal wymaga ich od obserwowanych nauczycieli i bardzo Wam współczuję, jeśli w takiej szkole pracujecie. Niestety, wielu nauczycieli z własnej woli decyduje się na korzystanie ze scenariuszy - "pakiety edukacyjne" są często wyposażone w zestaw gotowych scenariuszy do każdej lekcji. Scenariusze są też dostępne na różnych platformach z publikacjami dla nauczycieli. Łatwo je zdobyć... 


Dlaczego nie korzystam ze scenariuszy?

Po pierwsze, scenariusz ogranicza mnie. Jeśli biorę "gotowca", to moja praca sprowadza się do biernego odtworzenia schematu zaplanowanego przez kogoś innego. W takim wydaniu każdy może być nauczycielem - należy po prostu wykonać działania zaplanowane w scenariuszu. Często można tam nawet znaleźć wiedzę dla nauczyciela (jakby sam nie umiał sobie znaleźć potrzebnych informacji 😏). Tymczasem to, co najbardziej kocham w moim zawodzie to swoboda wyboru metod pracy; możliwość tworzenia; robienie tego, co ja uważam za słuszne; decyzyjność. 

Po drugie, scenariusz bardzo ogranicza dzieci, gdyż z góry zakłada, czego dziecko potrzebuje, co wie, oraz jak zareaguje na daną aktywność. Uważam, że działania nauczyciela powinny być oparte na obserwacji dzieci, a lekcje przygotowane pod konkretną grupę - klasę. Nauczyciel zna swoich uczniów, wie, że lubią np. rozmowy w kole albo zabawy kreatywne; wie, czym się interesują. Może wtedy tak zaplanować lekcję, aby stworzyć uczniom przestrzeń do rozwijania ich pasji. Poza tym może wziąć pod uwagę nastrój dzieci - przecież zdarza się, że dzieci mają słaby dzień, są markotne, dobrze byłoby wtedy rozruszać je, dopasować aktywności do ich potrzeb. 

Pamiętam taką sytuację z edukacji zdalnej, kiedy przy pierwszym połączeniu z dziećmi w piątek okazało się, że są bardzo przybite (była deszczowa pogoda, wyszło zmęczenie z całego tygodnia). Miałam zaplanowaną pracę z tekstem, która wymaga pełnego skupienia, ciszy i trwa dość długo. Widząc miny dzieci od razu zmieniłam plan. Najpierw była rozmowa, a potem czytanie tekstu w sposób alternatywny, aby rozruszać dzieci - moi uczniowie kochają wyłapywanie błędów, powiedziałam im więc, że to ja będę czytała tekst, a oni mają sprawdzać, czy robię to dobrze. Specjalnie myliłam wyrazy, a uczniowie wyłapywali moje pomyłki. Od razu wzrosła energia i śmiech, w rezultacie osiągnęliśmy cel, ale metodą inną niż zaplanowałam wcześniej. 

Jak zatem planować lekcje?

Planować lekcje, oczywiście, trzeba. Mamy podstawę programową do zrealizowania; musimy rozwinąć pewne umiejętności dzieci w sposób usystematyzowany - niektóre umiejętności muszą być zrealizowane przed innymi; czasami musimy dopasować lekcje do konkretnych momentów - święta typowe i nietypowe, pory roku, do wieku i możliwości dzieci; musimy tak planować aktywności, aby doprowadziły nas i uczniów do pewnego celu. Ale nie rozpisujmy całego scanariusza - wystarczy bardzo prosty konspekt, a nawet plan zajęć: cel + podstawowe aktywności. Wtedy zostawiamy przestrzeń na ewentualne modyfikacje w czasie lekcji. To zmuszanas też do krytycznej analizy tego, co oferuje podręcznik - przecież wiele ćwiczeń to "zapychacze czasu i przestrzeni". 

U mnie świetnie sprawdza się do tego Notes zajęć w Microsoft Teams. Odkąd mamy w szkole dostęp do Office 365 nie wyobrażam sobie pracy bez tego (jest to niezaprzeczalna korzyść edukacji zdalnej). Korzystam z notesu nawet wtedy, kiedy uczymy się w szkole. Używam sekcji Tylko dla nauczyciela do planowania lekcji - każda lekcja na oddzielnej stronie opatrzonej datą. W mojej klasie są "orzeczeniowcy", współpracuję więc z nauczycielem wspomagającym, który musi zawczasu wiedzieć, co planuję robić z uczniami, żeby w razie potrzeby dostosować zadania do potrzeb dzieci ze SPE. Dlatego nauczyciel wspomagający jest w zespole mojej klasy na Teams i ma dostęp do zakładki Tylko dla nauczyciela

Planując lekcję piszę jej cel oraz krótko opisuję kolejne aktywności. Jeśli korzystam z narzędzi TIK, od razu wklejam do nich link. Jeśli przygotowuję jakieś karty pracy, wstawiam je jako załącznik. Czasami w trakcie pracy zmieniam zdanie i przestawiam kolejność zadań, mogę wtedy łatwo wyciąć je i wkleić w innym mejscu. Kiedy lekcja jest gotowa, kopiuję całą stronę do Biblioteki zawartości, aby uczniowie i ich rodzice też mieli do niej dostęp. 


Dostrzegam wiele korzyści takiego rozwiązania: 

  • ja porządkuję sobie plan, który mam w głowie i zbieram w jednym miejscu wszystko, co będzie mi w czasie lekcji potrzebne; w czasie lekcji uruchamiam Teams i uruchamiam kolejne aplikacje;
  • uczniowie mogą skorzystać z lekcji w Bibliotece zawartości - czasami sobie coś powtarzają albo bawią się, jeśli spodobało im się jakieś zadanie online; przydaje się tez w czasie nieobecności, dlatego uczeń, który opuścił lekcje, kolejnego dnia przychodzi z już uzupełnionym materiałem i jest na bieżąco;
  • rodzice mogą zawsze zajrzec i zobaczyć, co robimy - sam temat w dzienniku zazwyczaj niewiele mówi;
  • nauczyciel prowadzący oraz wspomagający nie muszą specjalnie się spotykać w celu omówienia zajęć, gdyż cały plan i potrzebne materiały są dostępne dla obojga (oczywiście, plan na dany dzień staram się przygotować kilka dni wcześniej, aby dać czas nauczycielowi wspomagającemu na dostosowanie zadań). 

Nie wiem, ile będą trwały poszczególne aktywności - dużo zależy od dnia i reakcji dzieci. Czasami plan zmienia się w trakcie lekcji. Ale tak przygotowany konspekt zostawia przestrzeń na zmiany. Zawsze mam w Notesie zajęć kilka zadań dodatkowych w sekcji Materiały. Są to gry online, prezentacje genially i inne rzeczy dające się zastosować jako powtórzenie w różnych sytuacjach. 

Jeśli korzystasz ze scenariuszy lekcji, rób to z głową

Domyślam się, że młodym nauczycielom, bez doświadczenia, dobrze przygotowane scenariusze lekcji mogą się przydać. Pamiętajcie jednak, aby nie stosować ich bezmyślnie krok po kroku - zawsze trzeba scenariusz przeanalizować przed lekcją, zastanowić się, które zadania ewentualnie można pominąć bez uszczerbku dla całości, zastanowić się, czy zaplanowany przez autora scenariusza czas na wykonanie poszczególnych zadań jest realny w danej klasie; czy może chcecie zamienić niektóre aktywności innymi - lepiej dostosowanymi do Waszych uczniów. Z czasem, kiedy nauczyciel nabierze doświadczenia, będzie mógł sam planować lekcje tak, aby zostawić przestrzeń dla uczniów. 

Projekt, który zmienia uczniów

Projekt, który zmienia uczniów

Odkąd poznałam metodę Design for Change bardzo chciałam wypróbować ją z moimi uczniami. Teraz już wiem, że powinna nazywać się „Design for Miracle”. Nie wierzyłam, że po zaledwie 6 miesiącach działań w moich uczniach może zajść tak duża zmiana. Jestem z nich dumna, a oni czują satysfakcję.


Jak do tego doszło?

Początek października, lekcja angielskiego w klasie 5: zapraszam uczniów do projektu. Nie potrafię powiedzieć im, jaki będzie temat projektu, gdyż to oni o tym zdecydują. Chodzi o to, aby wspólnie znaleźć rozwiązanie jakiegoś problemu, który występuje w ich otoczeniu. Obiecuję, że poprowadzę ich w tym procesie. Umawiamy się na czwartkowe popołudnie.

Piszę wiadomość do rodziców: „Zaprosiłam uczniów klasy 5 do udziału w projekcie dodatkowym, nie związanym z językiem angielskim ani żadnym innym przedmiotem. Ustaliliśmy, że zaczniemy spotykać się w czwartki na siódmej godz. lekcyjnej. To projekt dla chętnych, jeśli dziecko nie chce, proszę nie zmuszać go do udziału. O samym projekcie na razie mogę napisać tyle, że będzie realizowany metodą Design for Change. To oznacza, że to dzieci ustalą nad czym i w jaki sposób chcą pracować. Będą się w tym projekcie uczyły samodzielności i odpowiedzialności. Na pewno rozwiną wiele kompetencji, ale dokładnie będę mogła powiedzieć dopiero wtedy, kiedy coś ustalą. Ja będę tylko moderatorem. Chętnych piątoklasistów zapraszam na spotkanie w najbliższy czwartek, 8.10 w godz. 13.40-14.30.”

Czwartek: Na spokanie przychodzi 11 uczniów z 19-osobowej klasy. Robimy zajęcia przygotowujące, zgodnie z przewodnikiem dla moderatorów. Uczniowie są bardzo zaciekawieni, nie chcą iść do domu, więc od razu zaczynamy etap 1: Poczuj. Uczniowie opisują problemy, jakie dostrzegają w swoim otoczeniu. Nie mówię im jak ani gdzie mają to robić. W rezultacie czują się swobodnie, wykorzystują przestrzeń klasową według własnych potrzeb:



Na początku padają jeszcze pytania: „Ale jakie to mają być problemy?” Po kilku próbach wreszcie załapują, o co chodzi. Wypisują problemy na karteczkach, które przyklejają do dużego arkusza papieru. Następnie rozmawiają o tych problemach, kategoryzują je, nadając nazwy kategoriom. Wyłania się ciekawy obraz problemów, które ich dotyczą. Sami są zaskoczeni efektem. Następnie trwa ożywiona dyskusja o tym, którą kategorię problemów wybierają. Nie jest to kłótnia – padają bardzo sensowne argumenty. Ja stoję z boku i słucham.

Wybierają kategorię, ale robi się późno. Resztę odkładamy do następnego tygodnia. W kolejny czwartek obecni są wszyscy – zresztą jak zawsze później. Podczas drugiego spotkania uczniowie rozbijają wybrany problem na czynniki pierwsze. Postanawiają zająć się kolejką na stołówce szkolnej, której organizacja według nich faworyzuje uczniów starszych. W praktyce wygląda to tak, że najstarsi uczniowie zajmują kolejkę swoim rówieśnikom, ci wpychają się, a młodsi ciągle stoją na końcu. W rezultacie ci ostatni jedzą w biegu, żeby nie spóźnić się na kolejną lekcję. Przez cały następny tydzień zadaniem grupy projektowej jest obserwować to, co dzieje się na stołówce. Potem przygotowują pytania do wywiadu z dyrektorem szkoły i pracownikami kuchni.

Na kolejne spotkanie przychodzą z kilkoma propozycjami rozwiązania problemu – widać, że dużo o tym myśleli i rozmawiali. Etap 2 (Kreuj) dokonał się „zaocznie”. Wywiad z pracownikami szkoły niewiele im pomógł, ale obserwacja kolejki – wręcz przeciwnie. Trwa ożywiona dyskusja, padają konkretne argumenty. W końcu wybierają rozwiązanie, które według nich ma największe szanse powodzenia. Spisują plan działania, w ciągu najbliższego tygodnia zamierzają zrobić kosztorys. Niestety, dokładnie w tym momencie nadchodzi druga fala COVID i przechodzimy na edukację zdalną. Zawieszamy projekt.

W czasie lekcji zdalnych uczniowie co jakiś czas pytają, czy grupa projektowa może się spotkać. Ustalamy, że online nic nie zrobimy – przecież nasz projekt dotyczy przestrzeni szkolnej. Ale uczniowie naciskają na spotkanie. Po kilku tygodniach przerwy wreszcie spotykamy się online. Uczniowie bardzo chcą działać. Podoba im się to, że mogą sami decydować o sposobie działania. Przechodzimy cały proces od początku. Robimy burzę mózgów na Jamboard. Wyraźnie wybrzmiewa, że piątoklasiści chcą robić coś, co umożliwi im rozwijanie ich różnorodnych zainteresowań. W końcu decydują się na prowadzenie strony internetowej dla rówieśników. Razem układamy pytania do krótkiej ankiety, którą potem rozsyłamy uczniom w szkole. Pytamy o ich zainteresowania; o to, czy czytają magazyny dla młodzieży oraz jakie artykuły przyciągnęłyby ich uwagę. Na kolejnym spotkaniu dokładnie analizujemy odpowiedzi i ustalamy plan działania.

Uczniowie decydują, że ich strona będzie nosiła tytuł Hej nastolatku! Czytasz i wiesz!. Każdy bierze się za pisanie artykułu – indywidualnie lub w grupie. Stopniowo przysyłają mi prace do sprawdzenia. Okazuje się, że część artykułów łamie prawa autorskie. Podczas 2 kolejnych spotkań uczymy się zatem o prawie autorskim oraz o tym, jak pisać artykuły korzystając z zasobów sieci. Wspólnie projektujemy stronę, uczniowie zakładają konta gmail, aby móc samodzielnie edytować stronę. W międzyczasie ja piszę do rodziców informując ich o działaniach grupy projektowej i pytam o zgodę na podpisy autorów pod artykułami. Udaje mi się załatwić dla piątoklasistów Warsztaty z wyzwaniem „Świadomy Ja – żyję i działam w cyfrowym świecie”. Uczą się, jak funkcjonować w internecie. Podoba im się. Chcą więcej. Zapisuję ich na kolejne warsztaty. Na początku maja jesteśmy umówieni na warsztaty „Aktywny Ja – mam wpływ na swoje otoczenie”.

Link do naszej strony

W ciągu 3 miesięcy na stronie ukazuje się kilkanaście artykułów. Uczniowie piszą o tym, co ich interesuje. Przy okazji bardzo poprawiają się nasze relacje (chociaż i tak zawsze były dobre). Uczniowie rozmawiają ze mną właściwie o wszystkim. Stają się też bardzo aktywni podczas lekcji, otwarcie mówią mi, czego oczekują oraz co sprawia im trudność. Zdarza się, że w czasie naszych projektowych spotkań po prostu bawimy się, tworząc memy. Miło spędzamy razem czas, podnosimy się na duchu w tym trudnym pandemicznym okresie. Czasami proszą mnie o dodatkowe spotkanie; czasami to ja ich proszę.

Jak to zwykle w projektach bywa, po jakimś czasie opada energia. Na chwilę odpuszczamy. Potem w internecie odbywa się akcja „O co chodzi w szkole”. Uderza mnie, że swoją wizję edukacji przedstawiają jedynie nauczyciele, a nie uczniowie. Proszę moich piątoklasistów o dodatkowe spotkanie – stawiają się wszyscy. Opowiadam im o akcji oraz o swoich spostrzeżeniach, że uczniowie też powinni się wypowiedzieć. Bardzo się ze mną zgadzają. Zatem rozmawiamy. Zastanawiają się nad tym, co podoba im się w edukacji, a co chcieliby zmienić. Zaskakuje mnie, że mają konkretne pomysły, jak to zmienić. Po tym spotkaniu powstaje filmik:


Ale to nie koniec. Po doświadczeniach zdobytych dzięki projektowi Design for Change piątoklasiści wiedzą, że celem jest działanie. Postanawiają porozmawiać z wybranymi nauczycielami o tym, co chcieliby zmienić w ich lekcjach! Pytam: „Nie zabraknie wam odwagi?” Twierdzą, że nie. Ustalamy plan działania. Podpowiadam im, żeby zaczęli od tych nauczycieli, z którymi mają dobrą relację i którzy są najbardziej otwarci na zmiany; żeby zaczęli rozmowę od czegoś pozytywnego, co podoba im się w lekcjach danego nauczyciela; żeby potem  powiedzieli, co im przeszkadza i porozmawiali o tym, jak to zmienić. Kiedy zaczynają padać nazwiska nauczycieli oznajmiam, że wychodzę ze spotkania – dla mnie to dość niezręczne, gdyż zamierzają mówić o moich koleżankach i kolegach. Mają mnie zawołać, gdy skończą. Czekam ok. 15 minut. Niecierpliwię się. W końcu piszą: „Może Pani wejść”. Dołączam do spotkania. Są w świetnym nastroju, znowu pełni energii i zmotywowani do działania. Życzę im powodzenia i proszę, aby poinformowali mnie, czy udało im się załatwić sprawę.

Cały wieczór i ranek myślę o tym, czy się odważą. Wreszcie, tuż przed południem, dostaję wiadomość: „Udało się”. Przez chwilę rozmawiamy na czacie. Czują ogromną satysfakcję. Jestem z nich dumna. Odnoszę wrażenie, że oni też są z siebie dumni – odważyli się powiedzieć otwarcie, co myślą. Zrobili to w sposób kulturalny. Odnieśli sukces i poczuli moc. A to dopiero początek ich działań. Ci uczniowie mają dopiero 11 lat; są w klasie 5. Wierzę, że przed nami jeszcze 3 lata owocnych działań w szkole podstawowej. Bo teraz już nie da się tego zostawić. Ten projekt musi trwać.

Co z tego, że edukacja zdalna jest taka zła i tak wiele osób ciągle narzeka. Zamiast opisywać, jak być nie powinno, zastanówmy się, jak zadziałać, aby było lepiej. I dzielmy się tymi pomysłami! Działajmy! Skoro udało się to 11-latkom, może się udać każdemu.

Powodzenia!

Koniecznie dajcie znać, jak poszło.

Błędy nauczyciela

Błędy nauczyciela

Dużo się ostatnio mówi o prawidłowym podejściu do błędów. Wreszcie! Przecież błąd nie jest niczym złym - jest wręcz pożądany, jako niezbędny element procesu nauki. Kiedy popełnimy błąd, analizujemy go, poprawiamy i dzięki temu (prędzej czy później) budujemy wiedzę i rozwijamy umiejętności. Ale żeby uczeń to zrozumiał i przestał się bać błędów, nauczyciel musi przyjąć odpowiednią postawę. Ba! Najlepiej, jeśli sam będzie popełniał błędy!


Nie będę przytaczała truizmów takich, jak ten, że wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo do błędów. Wolę skupić się na aspektach praktycznych. Jak zmienić podejście uczniów do błędów?

1. Odpowiednia reakcja na błąd

Kiedy uczeń popełni błąd w wypowiedzi na forum klasy, nie krytykujmy go, nie wstawiajmy złej oceny, ani nie mówmy "Nie". Zamiast tego powiedzmy: "Cieszę się, że to powiedziałeś. Ten błąd pozwoli nam lepiej zrozumieć zagadnienie"; albo: "Idziesz w dobrym kierunku. Weź pod uwagę jeszcze ..."; albo: "Widzę, że zapamiętałeś .... A jeśli weźmiesz pod uwagę... ?"

Możliwości reakcji jest wiele, w zależności od sytuacji. Także w pracach pisemnych zauważajmy dobre wypowiedzi. Idealnie nadają się do tego 2 narzędzia:

  • informacja zwrotna, dzięki której w każdej pracy dostrzegamy coś dobrego, wskazujemy, co zostało zrobione źle, a jednocześnie podpowiadamy, jak to poprawić;
  • kryteria sukcesu sformułowane przed napisaniem pracy, które pozwalają nawet słabemu uczniowi zdobyć chociaż kilka punktów (na lekcjach języka angielskiego staram się tak formułować kryteria sukcesu, aby każdy mógł spełnić przynajmniej 1-2 z nich, np. dodaję kryterium "Piszę przynajmniej 5 zdań" oraz "Praca jest na temat....". Dzięki temu nawet uczeń, który popełnia wiele błędów gramatycznych czy ortograficznych może dostać pozytywną ocenę). 

2. Analizowanie błędów


Błędy trzeba wykorzystać. Jeśli zauważymy, że nasi uczniowie często popełniają jakiś błąd, weźmy ten błąd "na warsztat". Zastanówmy się wspólnie z nimi, dlaczego popełniają ten błąd? Może coś zostało niewystarczająco wytłumaczone albo przećwiczone? A może dane zagadnienie kojarzy im się z czymś innym, nawet z innego przedmiotu i to wprowadza ich w błąd? Spróbujmy razem znaleźć sposób, aby uczniowie nie popełniali tego błędu - skojarzenie lub metodę pracy. 

Podobnie z błędami indywidualnymi - nie zawsze musimy podkreślać błędy w pracy ucznia. Warto czasami zaznaczyć zdanie albo linijkę, w której jest błąd i poprosić ucznia, aby sam ten błąd znalazł. Podpowiedzmy, gdzie może znaleźć przykład albo informację, która mu w tym pomoże. Jeśli sam znajdzie błąd i spróbuje go poprawić, na pewno nauczy się więcej.  

3. Ocena koleżeńska

Oczywiście, nie chodzi tu o ocenę wyrażoną stopniem czy punktami, tylko o czynność oceniania/sprawdzania pracy jednego ucznia przez drugiego. Wtedy uczą się oboje - sprawdzający, gdyż musi przeanalizować zadanie kolegi/koleżanki i wykorzystać zdobytą wiedzę; oraz autor pracy, gdyż jego zadaniem będzie poprawić błędy znalezione przez sprawdzającego. 

4. Zabawa błędami

Uczniowie uwielbiają zabawy lub ćwiczenia, w których to nauczyciel popełnia błąd, a zadaniem uczniów jest ten błąd znaleźć. Pamiętam taki dzień edukacji zdalnej, kiedy moje pierwszaki były wyjątkowo ospałe i brakowało im motywacji do pracy. Zaplanowane było czytanie tekstu. Widziałam od razu, że usną, jeśli będą mieli czytać samodzielnie albo słuchać, jak ktoś inny ten tekst czyta. Powiedziałam więc, że dzisiaj będę czytała ja, ale muszą mnie kontrolować, bo mogą mi się zdarzyć pomyłki. Specjalnie przekręcałam wyrazy, a dzieci śledzily wzrokiem tekst i poprawiały mnie. Momentalnie zrobiło się gwarno, pojawił się śmiech i energia. W rezultacie tekst przeczytaliśmy, a jednocześnie była to dla dzieci dobra zabawa. 

Podobnie można zrobić (od czasu do czasu) na każdym przedmiocie. Można od razu powiedzieć uczniom, że ich zadaniem jest wyłapanie błędów, ale czasami można też nie robić żadnego wprowadzenia, tylko popełniać błędy i czekać na reakcję uczniów - wtedy jednak trzeba mieć dobre relacje z uczniami i być pewnym, że nie będą bali się zwrócić nauczycielowi uwagę.

5. Magiczne słowo "jeszcze"

Warto uświadamiać uczniom, że nie ma czegoś takiego, jak "Nie umiem tego". Jest tylko "Jeszcze tego nie umiem". Przecież gdybyśmy wszystko umieli, to nie musielibyśmy w ogóle chodzić do szkoły! To nawet dobrze, że czegoś jeszcze nie umiemy - jest okazja, żeby się nauczyć. 

Tu znowu przydatne są kryteria sukcesu, ale nie do konkretnego zadania, tylko na cały dział. Warto podać uczniom takie kryteria i co jakiś czas do nich wracać, aby uczniowie mogli sami przeanalizować, które kryteria już spełniają, a nad którymi muszą jeszcze popracować. Wtedy nie tylko mogą zmienić swoje podejście do błędów, ale mieć wgląd w cały proces nauki i zacząć nim efektywniej zarządzać. 


Kocham błędy. Czasami, kiedy zadaję uczniom pytanie, to w duszy modlę się, żeby ktoś odpowiedział błędnie. Bo jeśli wszyscy odpowiedzą prawidłowo, to cała moja praca, którą włożyłam w przygotowanie danych zajęć poszła na marne - po co mam robić lekcję o czymś, co uczniowie już wiedzą? 

Copyright © Dla nauczycieli , Blogger